Jestem uczniem Chrystusa

Aby myśleć i kochać jak Jezus

  Chrześcijaństwo to religia, która ukazuje najbardziej niezwykłą historię miłości we wszechświecie. To historia miłości Boga do człowieka. To historia Boga, który stworzył nas z miłości na własne podobieństwo. Gdy nadeszła pełnia czasów, Stwórca posłał nam swego Syna, byśmy na własne oczy zobaczyli, na miarę jakiej miłości i na miarę jakiej mądrości zostaliśmy stworzeni. Chrystus nie szuka sług, lecz przyjaciół. Być chrześcijaninem to stawać się podobnym do Chrystusa, który jest przyjacielem każdego człowieka, w każdej sytuacji i na zawsze.

 

Być osobą jak Jezus

Uczniem Jezusa może stawać się tylko ten człowiek, który wie, że jest kimś, a nie czymś, czyli że ma status osoby. Być osobą to najbardziej niezwykły sposób istnienia pośród wszystkich istot stworzonych. Świat rzeczy Bóg stworzył z nicości, a świat osób z samego siebie, czyli z miłości. Zwierzęta i rzeczy poddał Stwórca pod nasze panowanie, natomiast nas – osoby – pokochał, polecając nam, byśmy się wzajemnie kochali. Stawać się uczniem Chrystusa to najpierw odkryć, że jestem kimś kochanym przez Boga nad życie. Jestem kimś tak bezcennym w Jego oczach, że nawet Stwórca nie traktuje mnie jak swoją własność, lecz jak ukochane dziecko. Bóg odnosi się do mnie jak do świadomej siebie i wolnej osoby, którą rozumie, kocha i uczy kochać. Uczeń Jezusa to ktoś, kto odkrywa, że jest osobą zdolną do tego, by mądrze myśleć, odpowiedzialnie decydować i wiernie kochać. To ktoś, kto nie mieści się w sobie, gdyż wie, że nie ma granic rozwoju. To ktoś, kto „wychodzi” z siebie na spotkanie z samym sobą, z drugim człowiekiem i z Bogiem i kto dzięki tym spotkaniom może każdego dnia stawać się kimś większym od samego siebie. Uczeń Jezusa wie, że jest kimś tak bezcennym, że nie można kupić go za żadne dobra materialne. Osoba może być kochana, ale nie może być przez nikogo posiadana. Uczeń Chrystusa to ktoś, kto nawet samego siebie nie traktuje jak własności. Wie przecież, że nie stworzył ani nie wymyślił samego siebie i że został obdarowany tak wielkim darem, jakim jest człowieczeństwo, że przez całą wieczność może zachwycać się tym, co otrzymał od Stwórcy. Uczeń Chrystusa to ktoś, kto jest dla samego siebie sejfem, a nie właścicielem. To ktoś, kto chroni siebie mocą Bożej mądrości i miłości. Uczeń Jezusa wie, że nie jest ani zwierzęciem, ani Bogiem, ale że jest bardziej podobny do Boga niż do zwierzęcia, gdyż Bóg uczynił każdego z nas na swój obraz i podobieństwo. Uczeń Jezusa wie jednocześnie, że jest zagrożony z zewnątrz i od wewnątrz. Z zewnątrz zagrożony jest przez ludzi przewrotnych lub naiwnych.
Od wewnątrz – przez samego siebie: przez własną słabość, naiwność, grzeszność. Wie też, że pomimo zranienia natury ludzkiej na skutek grzechu pierworodnego i grzechów ludzi z kolejnych pokoleń, jest powołany do świętości, czyli do naśladowania Jezusa. Odkrycie zdumiewającego faktu, że należę do świata rozumnych i wolnych osób, to pierwszy i podstawowy warunek stawania się uczniem Chrystusa.

 

Myśleć jak Jezus

Staję się uczniem Chrystusa na tyle, na ile uczę się myśleć tak jak On. Tylko bowiem wtedy mogę podobnie jak On postępować. Nie jest łatwo myśleć w sposób realistyczny i prawy, jakiego uczy mnie Chrystus. Nie jest łatwo, gdyż człowiek potrafi manipulować własnym myśleniem i oszukiwać samego siebie. Każdy kryzys działania prowadzi do kryzysu myślenia po to, by uciec od niepokojącej prawdy o skutkach własnego błędnego postępowania. W oszukiwaniu samego siebie nie ma granic. Przykładem są sposoby myślenia ludzi uzależnionych od alkoholu. Gdyby uznali oni fakt, że stracili kontrolę nad piciem alkoholu, bezzwłocznie podjęliby decyzję o abstynencji do końca życia. Ponieważ trwanie w abstynencji jest trudne, gdyż wymaga gruntownej przemiany życia, dlatego łatwiej wtedy o dostosowanie myślenia do błędnego postępowania.

 

Najgroźniejsza iluzja, jakiej może ulec człowiek, to przekonanie, że istnieje łatwe szczęście, czyli szczęście osiągnięte bez wysiłku, bez prawdy i miłości, bez przyjaźni z Bogiem, bez respektowania norm moralnych i stawiania sobie wymagań. Gdyby takie łatwe szczęście było możliwe, wtedy wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Nie byłoby uzależnionych, załamanych, samobójców. Uczeń Jezusa wie, że stoi w obliczu wyboru między trudnym szczęściem a łatwym nieszczęściem. Ucieczka od tego oczywistego faktu w świat miłych fikcji i „poprawnych” ideologii to droga do krzywdy i cierpienia. 

Uczeń Chrystusa to ktoś, kto myśli o sobie w sposób całościowy i realistyczny. Oznacza to, że nie zawęża rozumienia siebie do niektórych jedynie wymiarów (np. ciało, popędy, emocje), lecz uwzględnia całość swego człowieczeństwa (sfera fizyczna, psychiczna, moralna, duchowa, religijna, społeczna, sfera wolności i wartości). Z kolei rozumienie realistyczne oznacza, że uczeń Chrystusa wie, iż potrzebuje wsparcia Boga i ludzi dobrej woli, a także dyscypliny, czujności i dojrzałej hierarchii wartości. Uczeń Chrystusa rozumie też, że nikt nie jest w stanie oddzielić swoich zachowań od ich naturalnych konsekwencji. Jeśli ktoś nie chce cierpieć, to nie powinien wyrządzać krzywdy ani sobie, ani innym ludziom.

 

Jezus CHRYSTUS

Wzorem formowania prawego myślenia jest Chrystus. On stanowczo demaskuje ludzi przewrotnych i naiwnych. Komentując postawę faryzeuszy stwierdza:

Przyszedł Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swoje czyny” (Mt 11,18-19). Jezus ukazuje fakt, że kryzys postępowania prowadzi do kryzysu myślenia: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczyma nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli; i nie nawrócili się” (Mt 13,14-15). Jezus wykazuje w ten sposób, że myślenie o świecie zewnętrznym zależy głównie od inteligencji, wiedzy i wykształcenia, natomiast myślenie o człowieku – od sposobu postępowania. 

Uczeń Chrystusa to człowiek przyjmujący od swego Mistrza prawdę, która wyzwala. To ktoś, kto myśli na podobieństwo Chrystusa i dzięki temu osiąga dojrzałość nie tylko w sferze intelektualnej, ale również moralnej i duchowej. Moralność to bowiem inteligencja, dzięki której odróżniamy te zachowania, które prowadzą nas do rozwoju i świętości, od tych, przez które wyrządzamy krzywdę sobie lub drugiemu człowiekowi. Również duchowość wymaga dojrzałości w myśleniu, gdyż punktem wyjścia duchowości jest zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie, czyli znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytania: od czego lub od kogo pochodzę? Do czego lub do kogo zmierzam? W oparciu o jakie więzi i wartości mogę zrealizować cel mojego życia? Uczeń Chrystusa szuka u Boga odpowiedzi na te pytania.

 

Kochać jak Jezus 

Prawe myślenie nie wystarczy do tego, by być uczniem Chrystusa. Konieczne jest dorastanie do miłości. Życie poza miłością sprawia, że człowiek nie ma siły ani motywacji do tego, by żyć prawdą, którą odkrył i zrozumiał. Dorastanie do miłości nie jest procesem spontanicznym ani łatwym. Miłość to najtrudniejszy ze wszystkich sposób korzystania z wolności. Uczeń Chrystusa wie, że miłość to nie współżycie seksualne (współżycie w oderwaniu od miłości może być wręcz przestępstwem). To także nie uczucie, gdyż uczucia są zmienne i nie można ich ślubować, a miłość jest trwała i wierna. Miłość to nie to samo, co akceptacja. Akceptować to mówić: „bądź sobą!” – czyli: „pozostań w obecnej fazie rozwoju”. Natomiast kochać to pomagać w nieustannym rozwoju. Ten, kto kocha, wie, że rozwój człowieka nie ma granic i dlatego mówi do siebie i do innych: „stawaj się kimś większym od samego siebie, kimś większym niż jesteś tu i teraz!”.

Uczeń Chrystusa wie, że kochać to podjąć troskę o rozwój drugiego człowieka. Kochać to tak być obecnym w jego życiu, by codziennie mógł stawać się kimś większym od samego siebie. Miłość jest troską o los drugiego człowieka, a nie szukaniem dobrego nastroju. Przeżywanie przyjemnego nastroju towarzyszy zakochaniu, natomiast owocem dojrzałej miłości jest trwała radość, która nie opuszcza nas nawet wtedy, gdy ponosimy cenę za kochanie niedoskonałych przecież ludzi. Uczeń Chrystusa wie, że miłość bliźniego wyraża się na co dzień poprzez określone słowa i czyny. Kochać to w taki sposób i na takie tematy rozmawiać z drugim człowiekiem oraz tak wobec niego postępować, by służyło to jego rozwojowi, by wprowadzało go w świat dobra, prawdy i piękna. Miłość wyraża się poprzez wysiłek i aktywność, poprzez sposób postępowania.

Miłość jest więc widzialna! Prawdziwa miłość – na podobieństwo miłości Chrystusa – jest miłością wcieloną w obecność, pracowitość i czułość. Najbardziej wymownym przejawem miłości widzialnej i wcielonej, na jaką potrafi zdobyć się człowiek na tej ziemi, jest miłość macierzyńska. Jest to bowiem sytuacja, w której kobieta-matka ofiaruje dziecku część własnego ciała i krwi, aby podzielić się z nim życiem i miłością. Uczeń Chrystusa to ktoś, kto wie, że nie każde słowo i nie każde działanie jest wyrazem miłości. Miłość to słowa i czyny dostosowane do zachowania drugiej osoby. Jedynie niektóre – z reguły nieliczne – sposoby rozmawiania i postępowania są wyrazem miłości. Każdy człowiek jest niepowtarzalny i postępuje w odmienny sposób. Z tego względu ta sama miłość powinna wyrażać się poprzez inne słowa i czyny w odniesieniu do poszczególnych ludzi. Za pomocą innych słów i czynów wyrażamy miłość wobec dziecka, a innych wobec dorosłego. Inaczej postępujemy wobec ludzi dojrzałych i uczciwych, a inaczej wobec zaburzonych czy przewrotnych. Inaczej wobec wrażliwych i stawiających sobie wymagania, a inaczej wobec egoistów czy uciekających od prawdy o sobie. Obowiązuje tu zasada: To, czy kocham ciebie, zależy ode mnie i od mojej dojrzałości, ale to, w jaki sposób wyrażam miłość, zależy od ciebie i od twojego postępowania.

Dojrzała miłość nie ma zatem nic wspólnego z naiwnością i dlatego kieruje się jeszcze jedną ważną zasadą: To, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Zasady te potwierdza Chrystus, który w różny sposób wyrażał swoją miłość w zależności od sposobu postępowania poszczególnych ludzi. Tych, którzy byli dobrej woli, uzdrawiał, rozgrzeszał, przytulał, stawiał za wzór, bronił przed krzywdą. Natomiast tych, którzy byli cyniczni i zatwardziali w złu, upominał, wzywał do nawrócenia, a nawet odwracał się od nich i odchodził. Tylko takie twarde słowa i zachowania Jezusa stwarzały tym ludziom szansę na refleksję i nawrócenie. Być uczniem Chrystusa to wiedzieć, że tylko ta miłość, jakiej uczy nas Zbawiciel, jest prawdziwa i owocna.

 

Zakończenie

Chrystus jest miarą naszego człowieczeństwa. On uczy nas zdumiewać się niezwykłą godnością i bogactwem człowieka jako osoby. On fascynował ludzi dobrej woli i niepokoił grzeszników. Kochał i uczył kochać. Wspierał i wymagał. Być uczniem Jezusa to myśleć i kochać tak jak On. To wspierać ludzi szlachetnych, upominać błądzących (samego siebie też!), demaskować cyników, bronić się przed krzywdzicielami, a własny los wiązać z tymi, którzy już nauczyli się kochać. Wtedy radość Chrystusa będzie w nas i radość ta będzie coraz większa.