Ten trudny czas to rekolekcje

Rozmowa z ks. dr. Markiem Dziewieckim, psychologiem i znanym rekolekcjonistą.

Przed nami wyjątkowy Wielki Tydzień. Pierwszy taki w historii. Nie będziemy mogli pójść do Kościoła, by wziąć udział w nabożeństwach. Jak – mimo tej trudnej sytuacji – przeżyć ten okres owocnie?

Najpierw trzeba dokładane przestrzegać wskazań, jakie podaje na ten czas minister zdrowia oraz instytucje odpowiedzialne za ochronę naszego zdrowia. Wtedy możemy mieć nadzieję, że ogromna większość nas i naszych bliskich nie zostanie zarażona koronawirusem. Wszyscy natomiast jesteśmy zagrożeni tym, że nieroztropnie przeżyjemy czas pandemii. Jednym ludziom grożą przesadny lęk i panika. To może prowadzić do bezsenności, przygnębienia. Drugim grozi uleganie lenistwu czy popadanie w uzależnienia. Jeszcze inni własne niepokoje i napięcia odreagowują na swoich bliskich. Jednak są i tacy, którzy w tym czasie ograniczonej aktywności i mobilności odkrywają, że zaniedbali więzi małżeńskie i rodzicielskie, a teraz, gdy mają więcej czasu dla bliskich, nie potrafią z nimi rozmawiać. Dostrzegają, że za mało jest wzajemnej miłości, a bliskość małżonka czy dzieci nie cieszy lecz stresuje. Czas pandemii to poważne wyzwanie dla każdego. Gdy komuniści aresztowali prymasa Wyszyńskiego, pierwsze, co zrobił w miejscu odosobnienia, to wypisał sobie plan dnia na ścianie pokoju. Warto naśladować w tym Prymasa Tysiąclecia i układać sobie codziennie spis zadań do wykonania. Warto w tym pomagać także dzieciom i młodzieży. Ze statystyk wynika, że są oni mniej zagrożeni koronawirusem, za to bardziej lenistwem i popadaniem w uzależnienia, zwłaszcza od urządzeń elektronicznych. Niestety, w wielu rodzinach dzieci chodzą teraz spać grubo po północy i spędzają czas głównie przed laptopem czy smartfonem.

Watykan wydał bezprecedensowe zarządzenia odnośnie obchodów Wielkiego Tygodnia. KEP udzielił dyspensy od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii. Dla wielu wiernych ten czas jest naprawdę trudny. Jak sobie z tym poradzić?

W obecnej sytuacji niektórzy z nas po raz pierwszy w życiu uświadamiają sobie, jak niewiele mogą zagwarantować własną mocą. Wielu odkrywa, że z dnia na dzień legły w gruzach ich plany związane nie tylko z pracą zawodową, wyjazdami czy zakupem czegoś ważnego. Nie jesteśmy też w stanie zrealizować zamierzeń związanych z rekolekcjami wielkopostnymi, spowiedzią czy uczestnictwem w nabożeństwach Drogi krzyżowej i Gorzkich żali. W czasie pandemii mocno dociera do nas świadomość, że potrzebujemy kontaktu z Bogiem, Jego bliskości, mądrości i miłości. Z drugiej strony nie mamy na razie wsparcia we wspólnocie osób razem z nami przeżywających Eucharystię, razem z nami modlących się i uczestniczących w nabożeństwach wielkopostnych. Niektórzy przekonują się teraz, że ich więź z Bogiem była powierzchowna, że bardziej chodzili do kościoła niż spotykali się tam osobiście z Panem. Teraz tęsknią za pogłębionym kontaktem z Bogiem. Także ci, którzy mają z Nim mocną więź, tracą wsparcie modlącej się razem wspólnoty. Jesteśmy istotami społecznymi. Potrzebujemy siebie nawzajem. To dlatego Jezus założył Kościół i wzywa nas do wspólnej modlitwy, a nie tylko indywidualnej: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w imię moje, tam Ja jestem pośród nich”. W tym trudnym okresie warto w domu czytać Biblię, wspólnie modlić się w rodzinie, praktykować codzienny rachunek sumienia. Warto też oczyszczać swoje wyobrażenia na temat Boga, czyli pamiętać o tym, że Stwórca kocha nas nieodwołalnie i ratuje w każdej sytuacji. On nie zsyła chorób, pandemii ani innych zagrożeń. Przeciwnie – On nas kocha i uczy kochać po to, byśmy byli silniejsi od zagrożeń. Miłość, jakiej uczy Bóg, to najlepsze lekarstwo na odpowiedzialne postępowanie w czasie pandemii.

Nie będzie adoracji krzyża, poświęcenia pokarmów, Rezurekcji. Owszem, będziemy mogli uczestniczyć w Mszach św. za pośrednictwem radia czy telewizji. Jednak to nie to samo. Nie będziemy w pełni uczestniczyli w Eucharystii, nie przyjmiemy Komunii św. Jak godnie przeżyć nadchodzące wydarzenia przed telewizorem?

Gdy korzystamy z dyspensy biskupów i pozostajemy w niedzielę w domu, uczestnicząc w Mszy św. dzięki transmisjom w mediach, przeżywajmy Eucharystię całą rodziną. Ubierzmy się odświętnie, zachowujmy dokładnie tak, jakbyśmy byli w kościele. Warto zatem czynić znak krzyża, włączyć się w śpiewy, odpowiadać na słowa celebransa. Trzeba wsłuchiwać się ze skupieniem w czytania i homilię. Można przyjąć duchowo Komunię św., dziękując w duchu Bogu za Jego miłość i mówiąc Mu o naszej tęsknocie za Nim i za Jego bliskością. Odprawiajmy w domach Drogę krzyżową, śpiewajmy Gorzkie żale, odmawiajmy z bliskimi Różaniec. Jeśli jesteśmy samotni, można zadzwonić do kogoś z krewnych czy przyjaciół, by razem odmówić Różaniec czy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wsparcie drugiego człowieka jest nam potrzebne w każdym aspekcie ludzkiego życia. Tym bardziej w szukaniu bliskości Boga.

Czy, zdaniem Księdza, pandemia zmieni nasze podejście do Boga i wiary?

Pandemia zmienia najpierw nasze patrzenie na sens życia, na więzi, na hierarchię wartości, na samych siebie. Nagle uświadamiamy sobie, jak pełne pośpiechu było nasze życie i jak niewiele było w nim miejsca na refleksję. Wiele osób odkrywa, że nie umie funkcjonować bez presji obowiązków. W jakiś stopniu wszyscy przekonujemy się teraz o tym, że rytm naszego dnia był dotąd bardziej określony przez świat wokół nas niż przez to, co dyktowały nam rozum, serce czy nasz system wartości. Nagle życie zwolniło swoje przesadne tempo i to głównie od nas zależy, co będziemy czynić od rana do wieczora. Nagle mamy więcej czasu dla siebie i bliskich, a także na refleksję na temat tego, kim jesteśmy i po co żyjemy. W tej sytuacji jedni boją się bycia sam na sam ze sobą. Nie mają odwagi na szukanie pogłębionych odpowiedzi w obliczu nieuchronnych pytań o człowieka, o sens życia i umierania, o granicę poświęcania się bliskim i ludziom w potrzebie, o miejsce Boga i Jego miłości w moim życiu. Na szczęście wielu jest takich ludzi, którzy tego typu pytania mają odwagę sobie stawiać, szukając pogłębionych odpowiedzi. Modlą się. Odnawiają więź z Bogiem. Dziękują Mu za Jego miłość i mądrość, za Dekalog i dar sumienia. Odkrywają, że Bóg jest im jeszcze bardziej potrzebny niż rodzice dzieciom. Mamy szansę przeżyć ten Wielki Tydzień jako najważniejsze rekolekcje w naszym dotychczasowym życiu. To może być trudny, ale też najbardziej błogosławiony Wielki Tydzień. A Wielkanoc będzie tym większą niosła nam pociechę i nadzieję.

Z jakimi duchowymi problemami zwracają się do Księdza ludzie w tym szczególnym okresie epidemii koronawirusa i co im Ksiądz radzi?

Część zwraca się do mnie z pytaniami, czy koronawirus to kara Boga. Wyjaśniam, że Bóg, który najpełniej objawił się w swoim Synu, gdy ten stał się człowiekiem, to serdeczny Tatuś – Abba. To ktoś troszczący się o los każdego z nas bardziej niż najbardziej kochająca mama i najbardziej kochający tata razem wzięci. Bóg nie gniewa się, gdy grzeszymy, lecz cierpi z nami i utożsamia się z naszym losem. On uzdrawia i ratuje. Sporo osób pyta mnie o to, jak radzić sobie z paniką, w którą popadli, z bezsennością, z odruchowym, wręcz nałogowym śledzeniem w mediach minuta po minucie kolejnych informacji o liczbie zarażonych i zmarłych. Takie osoby proszę o to, aby nie skupiały się już na myślach o zagrożeniu i śledzeniu kolejnych wiadomości. Warto spojrzeć się na naszych bliskich i na ich potrzeby, na nasze zadania i obowiązki na dany dzień. Wystarczy, że po informacje o pandemii sięgniemy raz czy najwyżej dwa razy dziennie. Jeszcze inni pytają, co robić, gdy odkrywają, że nie potrafią w sposób radosny i czuły spędzać czasu z małżonkiem czy dziećmi. Pytają też o to, jak chronić dzieci i młodzież przed pokusą bezczynności, przed poddawaniem się lenistwu, przed popadaniem w uzależnienia elektroniczne czy przed zamartwianiem się o przyszłość, np. o egzaminy, studia, wakacje. Zachęcam wtedy do pogłębionych i uczciwych rozmów z małżonkiem, dziećmi, do stawiania jasnych granic nastolatkom, wyznaczania im konkretnych zadań na dany dzień. Miłość i pracowitość to dobre lekarstwo w czasie każdej próby.

Czego, zdaniem Księdza, uczy nas dzisiaj doświadczenie epidemii?

Pod pewnymi względami czas pandemii można porównywać z czasem wojny. Widzimy, że zagrożenie czyha ze wszystkich stron, że nawet wyjście na ulicę, po zakupy, do apteki może okazać się początkiem choroby naszej czy naszych bliskich. Zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej, gdzie są tysiące zmarłych i dziesiątki tysięcy zarażonych, ludzie przeżywają stan grozy, rosnącej paniki, poczucie całkowitej bezsilności. Doświadczenie pandemii uczy nas realizmu. Przypomina o tym, że życie nie jest po to, by się nim bawić, by robić jedynie to, co przyjemne, szukać szczęścia bez miłości, wierności, odpowiedzialności, ofiarności. Pandemia przypomina nam z brutalną oczywistością, że każde istnienie na tej planecie jest tylko do czasu. Weryfikuje naszą faktyczną hierarchię wartości, ideały i aspiracje. Przez czas pandemii – podobnie jak przez inne skrajne próby – zwycięsko przechodzą ci, dla których ważniejsze jest to, kim są, niż to, co posiadają. Z pandemią poradzą sobie najlepiej ci, którzy wiedzą, że na drugą stronę życia nie zabierzemy niczego poza miłością. Módlmy się za siebie, za bliskich i za cały naród o to, byśmy w czasie pandemii pamiętali, że do radosnego życia nie wystarczy zdrowie. Potrzeba jeszcze mądrości, miłości i ofiarnego bycia dla innych. Potrzeba więzi miłości z Bogiem, z samym sobą, z bliskimi. Kto kocha i kto przyjmuje miłość, ten jest najbardziej chroniony w najtrudniejszych nawet sytuacjach.